- TREŚĆ
Dwoje dzieci starało się pomóc małemu słonikowi przebywającemu w
cyrkowej menażerii. Słonik rozpaczliwie tęsknił za swoją
mamą.
Za przyczyną magii dzieci zostały przeniesione do Afryki. Otrzymały
także dar rozumienia mowy zwierząt.
Zadaniem ich było odszukanie mamy małego słonika Huberta. Słonica
miała wskazać dzieciom sposób uwolnienia jej małego synka.
Wędrując po pustyni dzieci napotkały na swojej drodze dużo dzikich
zwierząt i dziwnych roślin. Spotkały również małego
pastuszka Kimurę, który bardzo pomógł im w poszukiwaniach.
Czy dzieciom uda się odnaleźć mamę
słonika Huberta i przez to pomóc mu odzyskać upragnioną
wolność?
- Czego dziecko nauczy się
o świecie?
- Dowie się wielu ciekawych rzeczy o kontynencie
afrykańskim,
- Pozna wiele gatunków zwierząt i roślin,
- Dostrzeże różnicę między życiem ludzi z Afryki
a swoim własnym.
Z tej książki dziecko
dowie się również, że:
- jeśli chce się komuś pomóc trzeba wykazać się
wytrwałością, serdecznością i uporem w dążeniu do celu,
- wszyscy ludzie są braćmi,
- w każdym działaniu ludzie powinni się wspierać
i pomagać sobie nawzajem,
- niesienie pomocy sprawia radość.
Urywek książki:
W dalekiej krainie słoni i żyraf mieszkał mały pastuszek Kimury.
Podczas pięknych słonecznych dni, których jest w Afryce pod
dostatkiem, pilnował małego stadka kóz, zresztą tak jak
wszyscy mali chłopcy z jego wioski. Jednak tylko małego
Kimurego spotkała niezwykła przygoda, którą przeżył ze
swoimi nowymi przyjaciółmi z
KRZYSIEM i MARCINEM.
Ale opowieść rozpoczęła się zupełnie gdzie indziej.
Kiedy KRZYŚ i
MARCIN wracali ze
szkoły, było piękne piątkowe popołudnie. Spieszyli się, by
zdążyć do cyrku, który przyjechał do
OLSZTYNA. Gdy weszli do ogrodu, w którym
zatrzymał się cyrk i zbliżyli się do ogromnego kolorowego
namiotu, otoczonego wesoło pomalowanymi wozami cyrkowymi,
KRZYŚ odkrył coś
ciekawego.
Była to menażeria. Czegoś takiego nie mogli oczywiście ominąć, więc
zaraz weszli do środka. Wokół siebie zobaczyli mnóstwo
egzotycznych zwierząt. Oglądali wielbłądy, konie i małpy,
ale najbardziej zainteresowało ich małe słoniątko, które
miało na imię Hubert. Słoniątko znajdowało się na samym
końcu menażerii. Było przywiązane grubym łańcuchem a łańcuch
był zbyt krótki, więc zwierzątko nie mogło dosięgnąć do
żłobu z wodą. Słoniątko było bardzo spragnione, wyciągało
trąbkę jak tylko mogło i patrzyło na dzieci smutnymi
oczkami. KRZYSIOWI i
MARCINOWI bardzo było żal
słonika, więc postanowili mu pomóc.
Rozejrzeli się dookoła, a kiedy się upewnili, że nikt ich nie
widzi, podbiegli do małego Huberta i przysunęli mu naczynie
z wodą, żeby mógł ugasić pragnienie. Słoniątko napiło się do
syta i podziękowało, pryskając trąbką. Kiedy tylko się
orzeźwiło, przemówiło głosem, który był, o dziwo, dla dzieci
zrozumiały:
- Dziękuję wam, dzieci, byłem już naprawdę bardzo
spragniony.
- Jak to jest możliwe, że mówisz ludzkim głosem? - zapytał
zaskoczony KRZYŚ.
- Ja nie mówię ludzkim głosem, rozmawiam głosem zwierzęcym.
To tylko wy możecie mnie zrozumieć dzięki swojemu dobremu
uczynkowi.
- Znakomicie! - krzyknęły radośnie dzieci.