- TREŚĆ
-
-
Mały
chłopiec leżąc w łóżeczku długo nie mógł zasnąć. Z zazdrością
spoglądał na smacznie smacznie śpiącą obok siostrę. Nawet odliczanie
owieczek na nic się zdało.
W pewnej chwili wszystko wokół zaczęło się zmieniać jak za
dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Meble pokoju przybrały postać
raf koralowych, w miejscu niebieskiego dywanu pojawiły się muszle i
korale. Wokół pełno było słonej wody w której pływały kolorowe
rybki.
-
Co wydarzyło się dalej? Co zobaczyła dwójka
dzieci przeniesiona do wielkiego świata morskiej głębiny?
-
-
Czego dziecko
nauczy się o świecie?
-
-
-
Pozna
fascynujący świat mieszkańców morza,
-
- Nauczy
się rozróżniać poszczególne gatunki roślin i zwierząt morskich,
-
- Dodatkowo
dowie się o prawach rządzących w przyrodzie.
-
-
Z tej książki
dowie się również:
-
-
- jak ważną
rolę w życiu człowieka odgrywa przyjaźń, współpraca,
odpowiedzialność za swoje czyny,
-
- że
w walce z groźniejszym przeciwnikiem należy wykazywać się sprytem.
-
-
Urywek książki:
-
-
Teraz już zamknij oczy i śpij. Pięknych
snów - powiedziała mamusia MARCINA.
- Dobranoc, mamusiu - odpowiedział MARCIN,
ale zasnąć nie mógł. Myślał wciąż o dzisiejszej kolacji. Na
talerzach leżały różne owoce morza, a także muszle i raki podobne do
tych, które często widział w strumieniu za
OLSZTYNEM, gdzie wraz ze swym
kolegą KRZYSIEM często się
bawili. Podczas posiłku tatuś z mamusią zwracali uwagę jak te
potrawy są zdrowe i jaką mają wartość odżywczą.
MARCIN jednak siedząc przy stole
wyobrażał sobie, że wszystkie te morskie potwory ożywają i mają
ochotę ich zjeść. MARCIN
przewracał się w łóżeczku i kiedy spojrzał na
KRZYSIA, zobaczył, że ten już
dawno śpi. Żeby przywołać sen, postanowił liczyć owieczki. Tak, jak
go nauczyła babcia. Ponieważ umiał już liczyć do stu, rozpoczął:
Jeden, dwa, trzy ...
Wtem pokoik zaczął się zmieniać. Zamiast niebieskiego dywanu było tu
teraz wiele korali i mchu, zamiast mebli rafy koralowe i wszędzie
wokół pełno słonej wody. Obok MARCINA
i KRZYSIA pływały ryby, które
dzieci widziały teraz po raz pierwszy. Jedne z nich były płaskie,
inne zaś okrągłe, przezroczyste, duże i malutkie, brzydkie i ładne.
Były tam również te, które jedli na kolację.
MARCIN przestraszył się i zaczął
bić rękami wodę, ale ta igrała z nim tak, jak jej się podobało. W
pewnym momencie usłyszał silny głos, który rozlegał się ze
wszystkich stron: Mooorze, mooorze, mooorze ...
Morze, pomyślał MARCIN, więc
jestem w morzu.
-
- W mooorzu, w mooorzu - rozlegało się
jakby echo.
-
- Chcę z powrotem do domu, do swego
łóżeczka - płakał KRZYŚ,
który był razem z nim.
-
- Do domu, do domu - zaszumiało morze i
zaczęło z wolna kołysać dzieci, aż KRZYŚ
i MARCIN znaleźli się przed
morską jaskinią. Wszędzie wokół znajdowały się morskie rośliny i
rafy koralowe. Raptem MARCIN
zauważył, że coś się do niego zbliża. Wyglądało to jak mały
przezroczysty latający talerz z mackami. Powolutku, z gracją
zbliżało się do MARCINA
wyciągając w jego kierunku swe długie i liczne macki. Już, już ten
latający talerz chwytał w swe macki
MARCINA, kiedy zdarzyło się coś niewiarygodnego. Woda
zafalowała, obok MARCINA i
KRZYSIA, zahuczało, a ławica
drobnych rybek siłą porwała dzieci do morskiej jaskini. Zobaczyły w
niej ogromną ilość muszli i wiele małych rybek.
MARCINOWI bardzo się podobały
przyjazne rybki, więc zapytał je grzecznie: gdzie się teraz
znajdujemy, drogie rybki?
-
- W morzu, w morzu, w morzu -
przekrzykiwały się nawzajem.
-
- To już wiem, powiedziało mi o tym morze.
Ale gdzie jesteśmy teraz i co to było tam na zewnątrz?
-
- W morskiej jaskini, w morskiej jaskini -
zabrzmiało kilkakrotnie. A to na zewnątrz chciało was pożreć,
pożreć, pożreć. Była to meduza, meduza. A meduzy pożerają wszystko,
co wejdzie im w drogę, w drogę.
|